<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dzieci &#8211; Catholic League</title>
	<atom:link href="https://catholicleaguepolonia.org/pl/family-category/dzieci/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/</link>
	<description>News and defending the Catholic Church</description>
	<lastBuildDate>Wed, 04 Mar 2020 06:11:30 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9</generator>
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">154751774</site>	<item>
		<title>Pogląd na Młodzież &#8211; Św Jan Bosco</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/poglad-na-mlodziez-sw-jan-bosco/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 May 2019 01:52:25 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1710</guid>

					<description><![CDATA[Marta Sniezko 7 maja,&#160; 2019 Sekret którego użył, by się czuli kochani &#160; Św. Jan Bosko i jego otwartość do młodych ludzi Zawsze myślałam o tym, jak to możliwe, że św. Jan Bosko był w stanie tak głęboko dotrzeć do młodych ludzi swoich czasów. Moim pierwszym automatycznym wyjaśnieniem byłoby to, że były to inne czasy, [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Marta Sniezko</p>
<p>7 maja,&nbsp; 2019</p>
<p>Sekret którego użył, by się czuli kochani</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Św. Jan Bosko i jego otwartość do młodych ludzi</p>
<p>Zawsze myślałam o tym, jak to możliwe, że św. Jan Bosko był w stanie tak głęboko dotrzeć do młodych ludzi swoich czasów. Moim pierwszym automatycznym wyjaśnieniem byłoby to, że były to inne czasy, inni ludzie którzy reagowali na księdza ponieważ byli wychowywani inaczej. To że w dzisiejszych czasach niewielu młodych ludzi zainteresowałoby się taką rzeczą. Ale czy tak właśnie było? A może było coś więcej?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ci młodzi, nastolatkowie, a może nawet dzieci XIX-wiecznych Włoch, słyszeli o Księdzu Bosko, przyszli słuchać i postępowali zgodnie z jego instrukcjami, poprawili swoje życie i stali się odpowiedzialnymi i prawymi ludźmi, nie mówiąc już o prawdziwych dzieciach Bożych. Ale co to było? Co ich do niego przyciągnęło? Co sprawiło, że go słuchali?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Don Giovanni Bosco, znany jako św. Jan Bosko, mieszkał we Włoszech w XIX wieku. Urodzony i wychowany przez pobożnych katolickich rodziców, wkrótce chciał zostać kapłanem i służyć Panu swoim życiem. Pracując w Turynie, został mianowany nauczycielem dzieci bogatej rodziny. Miało to być bardzo dobrą okazją dla Księdza Bosko, biorąc pod uwagę, że pochodził on z biednej rodziny, a następnie mógł pomóc swojej matce i braciom, których zostawił. Jednak Bóg miał dla niego inne plany. Wkrótce Pan pokazał mu, że są inni, którzy potrzebują jego pomocy i talentów, bardziej niż ta bogata rodzina; potrzebująca młodzież z Turynu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Po otrzymaniu błogosławieństwa od swego przełożonego postanowił pomóc chłopcom z ulic. Tym, którzy zostali sami, ktòrych nikt nie chciał zrozumieć, którzy trochę się pogubili w życiu lub nie mieli innych źródeł pomocy. Zaczął zapraszać ich na różne spotknia, gdzie łączał nauki katolickie, z różnymi zajęciami. Tak! Bawili się, ale mieli też czas na modlitwę. Mieli czas grać w piłkę nożną lub śpiewać przy ognisku, ale potem czas na spowiedź i Mszę Świętą. Próbował pokazać, że nowe drogi nie zawsze są złe. Wręcz przeciwnie, nowe sposoby mogą czasami być o wiele lepsze, ponieważ zmienia się także świat i jego ludzie ze swoimi sposobami życia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ksiądz Bosko miał ten dar, pozwalania młodym ludziom być sobą, nie czując się zduszonym i zmuszonym do podporządkowania się różnym regułom. Ci młodzi chłopcy, ale później także dziewczęta, odczuwali Bożą miłość przez Księdza Bosko. Sposób, w jaki do nich przemawiał, traktował ich, nauczał. Nie spoglądał na nich z góry ani nie potępiał ich gdy podjęli złą decyzję. To był autorytet Miłości i Miłosierdzia. Chciał ich podbudować, a nie ich dołować. Rozumiał skąd ci młodzi się wywodzą i próbował pomóc im zrozumieć innych. Widział, że nie tylko stary sposób był słuszny, ale że mogą istnieć inne sposoby robienia rzeczy, o ile nie przykrzy się to Bogu, ani nie łamie żadnych Przykazań Kościoła. Uczył ich, jak mieć szacunek dla innych i zdobywać szacunek dla siebie.</p>
<p>Jest to klucz. Miłość.</p>
<p>Miłość, która nie potępia. Miłość, która buduje i nie burzy. Miłość, która jest cierpliwa, życzliwa i tak dalej, jak stwierdza św. Paweł w 1 Liście do Koryntian 13. Miłość czyni cuda.</p>
<p>Tak więc kochani rodzice, dziadkowie itp., następnym razem, gdy będziecie chcieli narzekać na nas młodych, zatrzymajcie się i pomyślcie przez chwilę. Wejdźcie w nasze buty i spróbujcie zobaczyć nasz świat przez nasze oczy. Powiedzcie krótką modlitwę do Boga, aby pomógł i znajdźcie coś pozytywnego do powiedzenia. Coś konstruktywnego. W dzisiejszych czasach potrzebujemy trochę więcej tego. Zwłaszcza gdy dużo tego, co słyszymy w tych dniach, a jest to negatywne i destrukcyjne.</p>
<p>A my, młodzi ludzie, nie poddawajmy się, nie denerwujmy się też, gdy starsi mówią pewne rzeczy. Starajmy się pamiętać, że dorastali w innych czasach. Starajmy się zrozumieć, że zazwyczaj mówią pewne rzeczy, ponieważ nas kochają i chcą dla nas tego, co najlepsze. Nie chcą, żebyśmy zostali zranieni, nawet jeśli czasami wydaje się to bolesne i ostre na zewnątrz. Więc może porozmawiajmy i wytłumaczmy sobie wszystko. Jestem pewna, że Pan pomoże wygładzić wszelkie różnice.</p>
<p>Niech św. Jan Bosko modli się za nas i pomaga nam w codziennym życiu!</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1710</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Mamo, kiedy pójdziemy na Triduum?</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/mamo-kiedy-pojdziemy-na-triduum/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Apr 2019 05:06:55 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1578</guid>

					<description><![CDATA[Niedziela Małgorzata Trawka Są takie trzy dni, które chciałoby się spędzić tylko z Nim. Jak najpełniej wejść w tajemnice świętego czasu Ostatniej Wieczerzy, męki, śmierci, grobu, a w końcu triumfu Chrystusa Pana. Zanurzyć duszę w krwi Jego ran, słuchać ciszy ogrodu Bożego Grobu, w końcu dać się porwać radości spotkania Zmartwychwstałego. Tymczasem pytanie: „Kiedy w [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Niedziela Małgorzata Trawka</p>
<p class="lead">Są takie trzy dni, które chciałoby się spędzić tylko z Nim. Jak najpełniej wejść w tajemnice świętego czasu Ostatniej Wieczerzy, męki, śmierci, grobu, a w końcu triumfu Chrystusa Pana. Zanurzyć duszę w krwi Jego ran, słuchać ciszy ogrodu Bożego Grobu, w końcu dać się porwać radości spotkania Zmartwychwstałego. Tymczasem pytanie: „Kiedy w końcu pójdziemy do domu?” jest często najdelikatniejszym przejawem tego, że nasz 5-letni modlitewny sprinter wszystko z Panem Bogiem „załatwił” już na samym początku liturgii i właśnie ściąga nas w bolesny sposób z naszych wyżyn duchowości, jeśli w ogóle dał nam na nie się wznieść.</p>
<p>Jak przeżywają Triduum Paschalne rodzice mniej lub bardziej zbuntowanych pociech i jak przybliżają paschalne tajemnice swoim dzieciom?</p>
<p>Przeżyć, a nie przetrwać</p>
<p>W przeżywaniu Wielkiego Tygodnia z pewnością pomaga dobre czterdziestodniowe przygotowanie. W domu Magdy i Łukasza Kozaków każdy ma wielkopostne postanowienie, które głośno wypowiada przy wszystkich domownikach. Tylko roczna Zosia woli zachować je dla siebie. W tym roku Bruno (6 lat) postanowił dniami postu uczynić przede wszystkim poniedziałek i piątek: bez słodyczy, bajek i gier. Tymek (4 lata) bierze przykład z brata i solidarnie z nim rezygnuje z przyjemności. – Dzieci trzeba motywować do własnych postanowień – mówi Łukasz – ale nie przymuszać. Jeśliby sami nie chcieli, nie wymagalibyśmy tego od nich.</p>
<p>W tym roku rodzina nie ma możliwości uczestniczyć w piątki w parafialnej Drodze Krzyżowej, więc chłopcy sami biorą krzyż i świece i ruszają na domowe nabożeństwo, a rodzice tłumaczą im po kolei stacje. Od piątej niedzieli Wielkiego Postu do Wielkiego Piątku krzyże w domu są zasłonięte. Gospodarze starają się przygotować dom do świąt jeszcze przed Triduum. – Priorytetem było dla nas, żeby te dni przeżywać, a nie do ostatniej chwili wszystko ogarniać i dawać dzieciom zapychacze czasu. Dzieci się nudzą, Zły kręci, a wszyscy są na siebie wściekli. Chcemy mieć więcej czasu dla siebie i dla Boga – tłumaczy Łukasz. Magda podkreśla, że wiele wyniosła ze swego rodzinnego domu. W Wielkim Tygodniu jechała z rodzicami i rodzeństwem na zakupy, by kupić odświętne ubrania na Triduum. To był prosty, ale jasny sygnał, że zbliża się wyjątkowy czas. Gdy wracali tego dnia z liturgii, zasiadali do uroczystej kolacji, a ojciec Magdy starał się wszystkim usłużyć na wzór Chrystusa. Magda pragnie, na ile to możliwe, przenosić te zwyczaje do swojego domu. Na razie w Wielki Piątek o 15.00 chłopcy strzelają z kapiszonów. Bo przecież gdy Chrystus umarł, ziemia zadrżała, a skały zaczęły pękać… – W wielu momentach dzieci motywują, aby dbać o zewnętrzną obrzędowość, która dla nich jest możliwością dotknięcia tego, co przeżywamy. Jednocześnie swoimi pytaniami skłaniają do refleksji nad tym, co wydaje się oczywiste, a w rzeczywistości wcale takie nie jest – podkreśla Magda. I choć małżonkowie nie mają za wiele czasu na osobistą modlitwę, wyciszenie czy adorację w kościele, to starają się właśnie dzięki tym rodzinnym obrzędom trwać w łączności z Chrystusem. A gdy podczas wielkosobotniej liturgii wrzucają do ogniska obecną w ich domu przez okres Wielkiego Postu koronę cierniową, wiedzą już, że ich rodzina jest przygotowana na prawdziwe świętowanie.</p>
<p>Justyna i Darek Kempińscy zawsze zabierali dzieci na Triduum, choć było to wyzwanie, bo mają pięciu synów i córkę. Należą do Domowego Kościoła, podkreślają swoje przywiązanie do parafii braci kapucynów we Wrocławiu, która była świadkiem całego ich życia. Jako rodzina pragnęli wspólnie przeżywać ten święty czas i nie wyobrażali sobie, by nie pójść razem na liturgię. Ale nie zawsze spotykali się z przychylnym nastawieniem do dzieci w kościele o tak późnej porze. Zaczęli więc szukać, a z tego szukania zrodziły się wyjazdowe Tridua u kapucynów w Skomielnej Czarnej. – Jesteśmy tam oddani tylko Triduum, odcięci od spraw bieżących. Mieszkamy w budynku z kaplicą, gdzie jest szansa adoracji o dowolnej porze, a wieczorne liturgie są bardzo piękne i bogate, ze wspaniałą oprawą muzyczną. I czas spędzamy rodzinnie – wymieniają plusy Justyna i Darek.</p>
<p>Do Skomielnej Czarnej przyjeżdżają rodziny z całej Polski, z różnych parafii, wspólnot. Niegdyś wystarczał jeden ośrodek na około 100 osób. Teraz trzeba było przygotować dwa kolejne. Od popołudnia Wielkiego Czwartku do wielkanocnego śniadania rodziny uczestniczą – oprócz liturgii – w nabożeństwach, warsztatach, konferencjach osobno przygotowywanych dla dzieci, młodzieży i dorosłych. W Wielki Piątek każda z grup odprawia specjalnie dla niej przygotowane nabożeństwo terenowej Drogi Krzyżowej, a młodzież nawet jej ekstremalną, nocną wersję. W Wielką Sobotę wszyscy zbierają się na warsztaty plastyczne i pięknie dekorują święconki przywiezionymi z domu ozdobami. Na wieczór każda z rodzin przygotowuje jedno czytanie, ale z pełnym rozmachem, jest miejsce i na teatr, i na inscenizacje dla dzieci. A po rezurekcji, w środku nocy jest wspólna agapa dla chętnych i wielkie radosne świętowanie.</p>
<p>– Mamy szóstkę dzieci w wieku od 7 do 24 lat i wszystkie nasze dzieci angażują się w przygotowanie Triduum, starsi synowie są w Liturgicznej Służbie Ołtarza, każdy z nich odpowiada za liturgię danego dnia. Mimo że są to już dorośli ludzie, nie ma problemu z zachęceniem ich do wyjazdowego Triduum. W dodatku jest dla nas odkryciem, że możemy zabrać naszych rodziców, którzy czują się w Skomielnej rewelacyjnie – dzielą się Justyna i Darek. – Głęboko wszystko przeżywają, mają blisko wnuki, radość z warsztatów… Jesteśmy razem.</p>
<p>Mając jednak w pamięci Triduum spędzane w parafii, Justyna apeluje, by z wyrozumiałością i pokorą patrzeć na rodziny z dziećmi w kościele i zrozumieć ich pragnienie wspólnego uczestnictwa w tych wielkich wydarzeniach naszej wiary.</p>
<p>Co zrobić z dwutygodniowym maleństwem podczas Triduum Paschalnego? Najlepiej ochrzcić! Zaczęło się od Matyldy, najstarszej córki Uli i Maćka Skrzydłów. Maciek zawsze angażował się w przygotowanie liturgiczne Triduum Paschalnego u ojców paulinów we Wrocławiu jako ministrant, lektor, w końcu ceremoniarz. Gdy małżeństwu przyszło zamiast oprawą liturgii zajmować się coraz to większą gromadką dzieci, zadbali o przeżywanie Triduum od innej strony. W końcu noc paschalna to najpiękniejszy, najbardziej uroczysty moment na narodziny do nowego życia. – Tak się złożyło, że troje z naszych pięciorga dzieci urodziło się w marcu. I one były chrzczone w Wielką Sobotę. To się wtedy mocno pamięta, inaczej przeżywa. A mało kto się decyduje na chrzest maluszków w tym czasie… – zaznaczają rodzice.</p>
<p>Jak podkreśla Maciek, liturgie Wielkiego Czwartku i Piątku nie są jeszcze dla dzieci zbyt późne. Inaczej jest w Wigilię Paschalną, ale chrzest rodzeństwa jest motywacją, by otworzyć oczy i otrząsnąć resztki snu.</p>
<p>Dla Uli i Maćka obecność na Triduum w kościele zawsze była czymś ważnym i naturalnym. I choć musieli przenieść się do bocznej kaplicy, żeby za bardzo nie dawać się we znaki, to jednocześnie zaznaczają, że dzieci spokojnie dają radę i nie wymagają specjalnego napominania. Może dlatego, że od zawsze chodzą z rodzicami do kościoła, a oni starają się im tłumaczyć, co się dzieje przy ołtarzu. A może również dlatego, że są koło nich dziadkowie, ciocie, wujkowie i cała najbliższa rodzina, która swoją obecnością pokazuje, co jest w tych dniach najważniejsze.</p>
<p>Pytanie: „Mamo, tato, kiedy pójdziemy na Triduum?”, nie musi być wcale cytatem z chrześcijańskiego filmu fantasy dla nadgorliwych rodziców. Może być rzeczywistością, którą współtworzymy w naszych dzieciach. Oczywiście, razem z łaską Bożą. A tej w czasie Triduum Sacrum na pewno nie zabraknie.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1578</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Posty nakazane zachowywać</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/posty-nakazane-zachowywac/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 01 Mar 2019 06:01:07 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1539</guid>

					<description><![CDATA[Niedziela z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej Milena Kindziuk: &#8211; Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście? Ks. [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Niedziela z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk<br />
Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół</p>
<p class="pr"><b><i>Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania</i></b></p>
<p><b>Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej</b></p>
<p class="pyt"><b>Milena Kindziuk</b>: &#8211; Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?</p>
<p class="odp"><b>Ks. dr Krzysztof Kosek</b>: &#8211; Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.</p>
<p class="pyt">&#8211; Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.</p>
<p class="odp">&#8211; Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.</p>
<p class="pyt">&#8211; Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?</p>
<p class="odp">&#8211; Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu &#8211; nie ma on charakteru pokutnego &#8211; jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu &#8211; by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw &#8211; karnawał.</p>
<p class="pyt">&#8211; Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?</p>
<p class="odp">&#8211; Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.<span>&nbsp;</span><br />
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.</p>
<p class="pyt">&#8211; Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?</p>
<p class="odp">&#8211; Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1539</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Psycholog wychowawczy: potrzebą dziecka jest budowanie więzi</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/psycholog-wychowawczy-potrzeba-dziecka-jest-budowanie-wiezi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 01 Mar 2019 06:00:37 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1542</guid>

					<description><![CDATA[Niedziela - Maria Czerska Małe dziecko potrzebuje budowania bezpiecznej więzi z podstawowym opiekunem – podkreśla Jarosław Żyliński, psycholog wychowawczy, jeden z sygnatariuszy Listu otwartego w sprawie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h1>Niedziela &#8211; Maria Czerska</h1>
<p class="lead">&#8211; Małe dziecko potrzebuje budowania bezpiecznej więzi z podstawowym opiekunem – podkreśla Jarosław Żyliński, psycholog wychowawczy, jeden z sygnatariuszy „Listu otwartego w sprawie opieki nad dziećmi do lat 3” skierowanego do władz RP. – Najkorzystniejsza z perspektywy potrzeb dziecka jest w tym czasie opieka sprawowana bezpośrednio przez bliskich. Gdyby rodzice mieli większą świadomość, jak ważna jest tego rodzaju „inwestycja” w pierwsze 3 lata dziecka, być może z większą determinacją szukaliby innych rozwiązań niż żłobek – zaznacza psycholog.</p>
<p class="pyt"><b>KAI:</b><span>&nbsp;</span>W jakich sytuacjach poleciłby Pan rodzicom małego dziecka żłobek?</p>
<p class="odp"><b>JŻ:</b><span>&nbsp;</span>Może nie tyle polecił, co zrozumiałbym ten wybór. Wiele rodzin, a zwłaszcza samotnych rodziców, ma różnego rodzaju problemy. Żłobek jest dla nich strategią na rozwiązanie problemów finansowych. Żłobek może pomóc rodzicom, gdy zmagają się oni z silnymi problemami zdrowotnymi, psychicznymi czy emocjonalnymi – wówczas potrzebują odciążenia i żłobek może być dla nich rozwiązaniem. W sytuacji gdy w rodzinie dochodzi do poważnych problemów, gdy sytuacja staje się patologiczna – wtedy także dla dziecka jest lepiej, gdy nie przebywa całego dnia w domu.</p>
<p class="pyt">&#8211; Tylko wówczas?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Żłobki są bardzo różne, ale zasadniczo to trudna forma opieki, która nigdy nie jest równie skuteczna co prawidłowo opiekujący się dziećmi rodzice. W sytuacji, gdy rodzice mają pełen wybór, żłobek &#8211; z perspektywy rozwoju dziecka &#8211; nie byłby dla mnie opcją pierwszego wyboru. Zdecydowanie lepsza w okresie 0-3 jest opieka „jeden na jeden”.</p>
<p class="pyt">&#8211; Dlaczego?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Przede wszystkim dlatego, że w tym okresie, zgodnie z teorią przywiązania Johna Bowlby’ego, zasadniczym mechanizmem rozwoju jest bezpieczna więź z podstawowym opiekunem, najczęściej z matką. Dziecko czując się przy niej bezpiecznie rozwija się w innych kierunkach. Nie musi tracić czasu i energii na szukanie bezpieczeństwa. Wie, że matka jest blisko, może „robić swoje”, wracając do niej wtedy kiedy potrzebuje.<span>&nbsp;</span><br />
Matka i ojciec są pierwszymi wzorcami relacji i poziom zaufania, jaki zbudują, będzie potem przechodził na kolejne bliskie relacje, więc wpływa to na rozwój społeczny. Dziecko ma czas na rozwijanie innych umiejętności &#8211; wpływa to na rozwój poznawczy. Łatwiej rozwija kolejne umiejętności, bo skupia na sobie większą uwagę niż dzieci, które muszą się dzielić wychowawcą z innymi dziećmi.<span>&nbsp;</span><br />
Nade wszystko ważne jest jednak poczucie bezpieczeństwa, które pozwala dziecku na spokojne przechodzenie kolejnych etapów rozwojowych.</p>
<p class="pyt">&#8211; Czy żłobek to utrudnia?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Żłobki są bardzo różne. Niektóre bardzo poważnie podchodzą do problemu więzi dziecka z rodzicem, przeprowadzają bardzo długą adaptację, wymagającą także wysiłku rodzica, po to, by przejście pod opiekę instytucjonalną było płynne i nie zagrażało dziecięcemu poczuciu bezpieczeństwa. Natomiast żłobek jest po prostu bardzo trudną formą opieki. Zwłaszcza w naszych polskich warunkach, gdzie na jednego opiekuna przypadać może nawet ósemka dzieci. Nie jest łatwo w takiej sytuacji odpowiednio zadbać o każde z nich. Nierzadko zdarza się też łączenie grup i sytuacje, gdzie w jednej sali pod opieką 4 dorosłych przebywają 32 maluchy. Wówczas jest to arcytrudne!<span>&nbsp;</span><br />
Problemem żłobków jest też wyszkolenie kadry. Od pedagogów przedszkolnych oczekuje się studiów pedagogicznych, od kadry żłobkowej nie. Czasem wystarcza szkolenie internetowe. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem jest to absolutne zaniedbanie.</p>
<p class="pyt">&#8211; Sytuacja, w której jedna osoba dorosła opiekuje się kilkorgiem małych dzieci, może się jednak też zdarzyć w opiece rodzinnej. Jest to sytuacja częsta w rodzinach wielodzietnych. Czy w takich rodzinach też trudniej budować więź z dzieckiem?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Czasem tak. Natura sobie pięknie radzi, bo karmienie piersią ogranicza płodność kobiety i sprawia, że między kolejnymi dziećmi pojawia się najczęściej naturalny odstęp ok. 2-3 lat. Relacje między noworodkiem i dwulatkiem bywają trudne. Rodzicom łatwiej jest opiekować się jednym małym dzieckiem, niż dwoma, nie mówiąc już o bliźniakach. A jednak łatwiej zajmować się dwojgiem lub trojgiem dzieci do 3 roku życia niż pięcioma lub nawet ośmioma.</p>
<p class="pyt">&#8211; Jakiego rodzaju problemy mogą się pojawić u dzieci chodzących do żłobka?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Po pierwsze – zaburzenia więzi. Po drugie – kłopoty z zachowywaniem granic. Po trzecie – może to być problem z osobistym poczuciem bezpieczeństwa.<span>&nbsp;</span><br />
Zaburzenia więzi wynikają z rozstań, których dzieci nie rozumieją i z którymi jest im ciężko. Mają takie doświadczenie rodzica, że raz jest, raz go nie ma i tak w kółko. Dziecko żłobkowe tej sytuacji nie rozumie, nie ogarnia i czasem zdaje się, że dość płynnie w nią wchodzi. Właśnie problemem tych dzieci w wieku 0-3 jest to, że one nie do końca pokazują, co się rzeczywiście w nich dzieje. Zaburzenia więzi ujawniają się zwykle w późniejszych momentach. Dziecku trudno jest zaufać nowym dorosłym, np. podczas adaptacji przedszkolnej, trudno rozstać się z mamą, wejść w nową przestrzeń. Takie dzieci są często mocno kontrolujące wobec rodzica, nie pozwalają wyjść, nie puszczają do toalety itp. Trudności z adaptacją mogą się pojawić później również w szkole a kontrola drugiej osoby – przenieść na relacje koleżeńskie i przyjacielskie. Dzieci a potem młodzi ludzie i dorośli wciąż testują relacje, sprawdzają. W przypadkach skrajnego zaburzenia więzi – po prostu nie ufają relacjom, wchodzą w nie bardzo płytko, ciężko też im jest zdecydować się na posiadanie własnego dziecka, bo to wymaga dużego zaufania wobec partnera. Problemy z zachowaniem granic wynikają z tego, że dziecko około drugiego roku życia uczy się swojej samodzielności i swoich granic. Uczy się je stawiać, czasami bardzo nieporadnie. Dużej cierpliwości i uwagi dorosłego potrzeba, by dziecko nauczyło się, które granice są jego, a które należą do drugiej osoby. W dużej grupie trudniej dziecku pozwolić na budowanie własnego zdania, ponieważ swoje zdanie równocześnie budują inne dzieci i dochodzi do konfliktów. Wobec tego dorosły musi „zarządzać” i często nie może brać pod uwagę zdania dziecka. Do tego dziecko budując relację z tym dorosłym czasami nie ma odwagi stawiać swoich granic tak mocno, jak wobec zaufanej matki, przy której na więcej może sobie pozwolić. Wobec wychowawcy, w obawie, czy ten będzie je lubił, może rezygnować z własnych granic na rzecz bezpieczeństwa.<span>&nbsp;</span><br />
Kolejna sprawa to budowanie poczucia bezpieczeństwa, co dotyczy dzieci, które szczególnie wcześnie poszły do żłobka – przed ukończeniem roku. Jeśli żłobek niedostatecznie reagował na potrzeby dziecka, może ono wchodzić w dalsze życie bez wiary, że jego potrzeby będą spełniane. „To się nie uda” może być dość częstym zdaniem w ustach takiego dziecka, gdy będzie starsze.<span>&nbsp;</span><br />
Oczywiście, trzeba zdecydowanie podkreślić, że zupełnie inna jest sytuacja dziecka, które od drugiego roku życia przebywa w żłobku 6 godzin tygodniowo, np. 2 razy po 3 godziny i tego, które od piątego miesiąca życia spędza tam 50 godzin, codziennie od godz. 7 do godz. 17. W tym pierwszym przypadku ma to niewielki wpływ na jego rozwój. W drugim – zwłaszcza, gdy do długiego pobytu w placówce dojdzie jeszcze duża zmienność wychowawców, co się często w żłobkach zdarza i również powoduje rozbijanie nawiązywanej przez dziecko więzi – na pewno będzie miało wpływ.</p>
<p class="pyt">&#8211; W powszechnym mniemaniu dzieciom po żłobku łatwiej zaadaptować się w przedszkolu.</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: To, że dzieciom po żłobku jest łatwiej jest absolutnym mitem. Natomiast dzieci, które w okresie 0-3 mają relację tylko z rodzicem, bezpieczną relację, w wieku 3 lat mają „naładowane baterie”, wiedzą, że z mamą jest „wszystko ok”, że mogą na nią liczyć. Skoro moja relacja z mamą jest bezpieczna, nie muszę wciąż na nią patrzeć, mogę iść zająć się czymś innym, bo mama przyjdzie. Bardzo często takie dzieci rozstają się z rodzicami na zasadzie „pa pa!” i ich adaptacja trwa dwa 2 dni.<span>&nbsp;</span><br />
Rozstanie ze żłobkiem to także doświadczenie zerwania więzi, którą się zbudowało z wychowawcą żłobkowym. Ta więź znika, dziecko traci ufność w budowanie więzi z nowymi osobami i trudniej wchodzi w nową więź z wychowawcami przedszkolnymi. Pracuję z dziećmi, które rozpoczynają edukację przedszkolną. Poznaję ich historię i zwykle mogę przewidzieć, czy adaptacja w przedszkolu będzie trudna, czy nie. I zwykle się nie mylę. Dzieci po prostu tak z więzią mają.</p>
<p class="pyt">&#8211; Czy zaletą żłobka nie jest jednak to, że umożliwia lepszy kontakt z rówieśnikami?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Małe dziecko jest skoncentrowane na sobie i na rodzicu. Uczy się poczucia bezpieczeństwa, samodzielności i więzi z dorosłymi. Dobrze, jak ma trochę kontaktu z rówieśnikami, czy to na placu zabaw, czy w klubiku itp. Te dzieci jednak nie są do końca sobą zainteresowane. Bywają zaciekawione, czasami trenują różne rzeczy na sobie nawzajem, ale to jeszcze nie są te relacje, które się pojawiają u 3-latków: „on mnie lubi”, „on mnie nie lubi”, „zaproszę cię”, „nie zaproszę” itp.</p>
<p class="pyt">&#8211; Rzadko kiedy można w mediach usłyszeć, by jakiś psycholog tak jednoznacznie opowiadał się za opieką indywidualną nad małymi dziećmi. Zwykle żłobek przedstawiany jest jako wybór tak samo dobry, choć posiadający również swoje wady. Czasem przedstawiany jest wręcz jako wybór lepszy, gdyż umożliwia mamie pracę, rozwój i samorealizację, a przecież „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”.</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Wiem, że tak się mówi. To prawda, że mama musi czuć się dobrze. Jest takie powiedzenie, że do wychowania dziecka jest potrzebna cała wioska. „Cała wioska” powinna wspierać matkę. Boli mnie, że w naszych warunkach tego wsparcia tak często brakuje. Jeśli mama przez 3 lata jest „uwiązana” we własnym domu, bo to jest jedyne miejsce, gdzie może tak naprawdę bezpiecznie i spokojnie z tym dzieckiem przebywać – to jest to sytuacja trudna. Ważne jest by – jak to się dzieje przecież na Zachodzie – dostosowywać świat do potrzeb mam z małymi dziećmi. By one mogły wyjść, spotkać się, pójść do muzeum, biblioteki, kawiarni; by były też miejsca, gdzie można pracować z dziećmi. W Amsterdamie czy w Londynie, jest tak wiele opcji, że czasem nie wiadomo, co wybrać. Wtedy jest po prostu łatwiej.<span>&nbsp;</span><br />
Jeśli chodzi o opinie psychologów – to jest opowieść o całym naszym zawodzie. Psychologów jest gigantyczna ilość. Wiele osób idzie na psychologię chcąc poznać siebie. Potem te studia kończą, robią różne rzeczy. Psychologia ma wiele specjalizacji. Tymczasem psychologów zajmujących dziećmi jest dość niewielu. Ktoś, kto nie zna się na dzieciach, może nie mieć świadomości psychologii więzi, o której mówiliśmy, może nie wiedzieć wiele o teorii przywiązania Bowlbiego, o stylach przywiązania Mary Ainsworth. Tę wiedzę na psychologii wychowawczej czy rozwojowej zdobywa się w niewielkim zakresie. Zgłębia się ją już podczas pracy i praktyki z dziećmi.<span>&nbsp;</span><br />
Tymczasem zdarza się, że media pytając psychologa o opinię nie zwracają uwagi na to, czy ten ktoś specjalizuje się w psychologii dziecięcej. Problemem jest też to, że wiedza psychologiczna ostatnio bardzo się „zmedializowała” i mówimy to, co nośne a nie to, co jest prawdziwe.</p>
<p class="pyt">&#8211; To znaczy?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Psychologowie występujący w mediach, w rozmaitych programach parentingowych itp. często prezentują metody, które przynoszą szybki, bezpośredni efekt. Oparte są na karach i nagrodach, na które dzieci reagują bardzo szybko. Zdaje się, że problem jest rozwiązany, ale ma to negatywny wpływ na więź z rodzicem. Natomiast psychologia więzi nie przynosi efektu „na dziś”. Efekty widoczne są po latach.<span>&nbsp;</span><br />
Warto też przypomnieć, że media mówią do dorosłych. Mówią więc o potrzebach dorosłych i niekoniecznie chcą wspominać o potrzebach dziecka, które utrudniają łatwe osiąganie potrzeb rodziców. Odbiorcy wolą tego nie słyszeć, więc media nie chcą o tym mówić. Jedni i drudzy chętniej wybiorą psychologa, który powie o szczęśliwej mamie i szczęśliwym dziecku.<span>&nbsp;</span><br />
Wyobraźmy sobie matkę, która potrzebuje zadbać o siebie. Wiara w hasło „Żłobek jest dobry dla twojego dziecka” daje jej mnóstwo ulgi. Powiedzenie, że potrzeby jej dziecka mogą być w konflikcie z jej własnymi, jest trudne. Tymczasem bywa tak, że jesteśmy w konflikcie potrzeb. Połączenie potrzeb dziecka i potrzeb rodzica wymaga bardzo dużo pracy, uwagi i budowania odpowiedniej strategii. To właśnie w tym momencie ta &#8222;cała wioska&#8221; jest niezwykle cenna, ale w postaci innego wsparcia niż żłobek.<span>&nbsp;</span><br />
Nasza opowieść o wyborze między żłobkiem a domem to opowieść o wyborze między potrzebami dorosłego i dziecka. Małego dziecka, które o swoich potrzebach jasno nie powie, bo nie umie mówić. Dlatego nie ujmując wadze potrzeb dorosłych chcemy mówić również o potrzebach dziecka. Bardzo też byśmy chcieli, by rodzice zamiast mówić o „wyborze między” potrzebami mogli mówić o połączeniu potrzeb.</p>
<p class="pyt">&#8211; Jak łączyć te potrzeby?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Bardzo wiele zależy od wiedzy i nastawienia rodziców. Gdyby rodzice mieli większą świadomość, jakie korzyści w przyszłości daje inwestycja w pierwsze trzy lata dziecka, wówczas z większą determinacją szukaliby innych rozwiązań niż żłobek. Oczywiście niezbędna do tego jest też finansowa możliwość dokonania takiego wyboru – dlatego zależy nam, by pomocą państwa objąć nie tylko rodziny żłobkowe, ale także tych rodziców, którzy chcieliby sami opiekować się dzieckiem w okresie 0-3, wspierając jego rozwój.<span>&nbsp;</span><br />
Chciałbym wsparcia finansowego dla takich rodzin, ale także wyrozumiałości, bo czasami matki zostające trzy lata z dziećmi zderzają się z ostracyzmem społecznym. Chciałbym rozwiązań, które pomogłyby matkom w dobry sposób przeżyć te trzy lata, a nie w domowym zamknięciu. Do tego trzeba Klubów Mam, zajęć dedykowanych dla małych dzieci z rodzicami, sal w różnych miejscach, dostosowanych dla rodziców z dziećmi.<span>&nbsp;</span><br />
Chciałbym rozwiązań na rynku pracy, które pozwoliłyby na przykład na większą równowagę w pracy między ojcem i matką. Teraz zwykle jest „wszystko albo nic”. Chciałbym, żeby więcej rodzin mogło wybrać model z ojcem pracującym np. na ¾ etatu i matką na ¼. Pomysły mogą być bardzo różne, ale do tego trzeba najpierw otwartej głowy i zrozumienia potrzeb dziecka. A także tego, że poszukiwanie innych rozwiązań niż żłobek to gra warta świeczki.<span>&nbsp;</span><br />
***<span>&nbsp;</span><br />
Jarosław Żyliński – psycholog wychowawczy. Przybliża rodzicom i nauczycielom zagadnienia związane z wychowaniem i edukacją. Opowiada o nich w mediach i książkach oraz podczas konsultacji i warsztatów. Na stałe związany z Fundacją &#8222;Wolna Szkoła&#8221; na warszawskim Ursynowie, Związkiem Dużych Rodzin &#8222;Trzy plus&#8221; i punktem przedszkolnym &#8222;Smyki ze Smyczkowej&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1542</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Aborcji nie da się dokonać, nie ponosząc za to ceny</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/aborcji-nie-da-sie-dokonac-nie-ponoszac-za-to-ceny/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 31 Dec 2017 21:53:41 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1374</guid>

					<description><![CDATA[Aborcja nie działa wstecz. Kobiety, które jej dokonują, często sądzą, że w ten sposób rozwiążą swój problem. Jednak aborcji nie da się dokonać, nie ponosząc za to ceny – mówił we wtorek w Sejmie Jonathan Jeffes, autor programu terapii poaborcyjnej. Spotkanie z brytyjskim psychologiem zorganizował Parlamentarny Zespół na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej. W swoim [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Aborcja nie działa wstecz. Kobiety, które jej dokonują, często sądzą, że w ten sposób rozwiążą swój problem. Jednak aborcji nie da się dokonać, nie ponosząc za to ceny – mówił we wtorek w Sejmie Jonathan Jeffes, autor programu terapii poaborcyjnej. Spotkanie z brytyjskim psychologiem zorganizował Parlamentarny Zespół na rzecz Polityki i Kultury Prorodzinnej.</p>
<p>W swoim wykładzie Jonathan Jeffes wyjaśnił, że program terapii poaborcyjnej „Powrót i odnowa” realizowany jest od 1992 r., trzy razy w roku. Trwa 9 tygodni (dziewięć cotygodniowych spotkań) i jest przeznaczony dla kobiet, które doświadczyły aborcji. Przez ostatnie 20 lat wzięło w nim udział ponad 400 kobiet.</p>
<p>Prelegent przyznał, że może się wydawać dziwne, że o problemach związanych z aborcją mówi właśnie mężczyzna, ale – jak wyjaśnił – jest tak dlatego, że impulsem do rozpoczęcia prac nad podstawami kursu były jego osobiste przeżycia jako partnera kobiety, która dokonała aborcji. Istotne było także to, że o syndromie poaborcyjnym usłyszał po raz pierwszy w kościele, do którego zaczął uczęszczać w 1992 r., gdy nawrócił się na chrześcijaństwo.</p>
<p>Zdaniem Jeffesa, wiele kobiet, które doświadczyły aborcji, w bardzo silny sposób podtrzymuje w sobie myślenie o tym, co się stało. Świadomość dokonanej aborcji w bardzo istotny sposób wpływa też na ich całe życie.</p>
<div class="ramka_tresc">
<div>&nbsp;</div>
</div>
<p>„Przez te lata wysłuchałem setek historii kobiet i odnoszę wrażenie, że w dyskusji na temat aborcji ich głos jest niesłyszalny. Mamy tu do czynienia ze swego rodzaju atmosferą milczenia i tajemnicy” – zauważył, ubolewając, że rozważania w gabinetach terapeutycznych na temat syndromu poaborcyjnego nie przebijają się do debaty publicznej.</p>
<p>Zwrócił też uwagę, że dyskusja na temat aborcji mocno polaryzuje całe społeczeństwo. – Panuje zasada: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam – dodał brytyjski psycholog.</p>
<p>Poinformował, że według statystycznych przewidywań aż 34 proc. Brytyjek dokona w swoim życiu przynajmniej jednej aborcji, a 10 proc. – więcej niż jednej. Jak stwierdził, podobne przewidywania co do kobiet w Polsce mają wynieść 20-25 proc.</p>
<p>Z kolei aż 97% aborcji w Wielkiej Brytanii dokonywanych jest po osobistej decyzji kobiety, a nie z powodu skrajnej sytuacji, w jakiej kobieta się znalazła. Aborcji dokonują kobiety wywodzące się z różnych warstw społecznych: od najlepiej uposażonych i wykształconych, po te ubogie i pochodzące z marginesu, z dużych miast i z prowincji.</p>
<p>„Ponadto aborcja nie działa wstecz. Często kobiety podejmują decyzję o aborcji, gdyż sądzą, że w ten sposób rozwiążą swój problem. Ale prawda jest taka, że gdyby tej decyzji nie podjęły, to kilka miesięcy później przyszłoby na świat dziecko. Ludzie przy aborcji myślą, że życie jeszcze się nie rozpoczęło, tymczasem tak naprawdę właśnie zostało zakończone” – tłumaczył Jeffes.</p>
<p>„Aborcji nie da się dokonać, nie ponosząc za to ceny” – dodał brytyjski psycholog.</p>
<p>Podczas terapii „Powrót i odnowa” ludzie pojawiają się rozmaite problemy, z których większość powiązana jest z depresją po aborcji. – Kobieta stara się włożyć wspomnienie całego tego zdarzenia do przysłowiowej skrzyni, zamknąć wieko, odrzucić jak najdalej od siebie i udawać, że tego nie ma – mówił prelegent.</p>
<p>Tymczasem – wskazywał Jeffes – prędzej czy później niektóre problemy, których źródłem jest dokonana w przeszłości aborcja, zaczynają powracać. Jest to głównie ukryte poczucie winy oraz żal po stracie dziecka. – A te uczucia napędzają z kolei cały szereg innych, psychologicznych i duchowych problemów, które mogą na kobietę wpłynąć tak mocno, że zacznie się czuć tak, jak gdyby przestała żyć – dodał.</p>
<p>Podał przykład jednej z kobiet, autorki książki pod znamiennym tytułem „Obudziłam się martwa”. – Ponieważ tak właśnie się poczuła po tym, jak dokonała aborcji: jak gdyby wraz z uśmierconym dzieckiem umarła część jej życia – powiedział Jeffes.</p>
<p>Jak wyjaśnił Jeffes, w programie „Powrót i odnowa”, choć w mniejszym stopniu, uczestniczą też mężczyźni, gdyż ich także dotyka problem życia po aborcji, której dokonały ich partnerki. Przechodzą przez te same procesy psychiczne. Dlatego w trakcie kursu korzystają z tego samego podręcznika, co kobiety. Do tej pory w programie wzięło udział czterdziestu mężczyzn.</p>
<p>Jonathan Jeffes to psycholog, twórca i organizator kursu terapii poaborcyjnej „Powrót i odnowa”, prowadzonego od 25 lat w parafii Św. Trójcy na Brompton w Londynie. Jest także autorem książek „Co dzieje się po aborcji?” i „Aborcja – przerwać milczenie w kościele”. Gościł już w Polsce w ub. roku z wykładami na zaproszenie Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka i Fundacji „Jeden z nas”.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1374</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
