<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rodzice &#8211; Catholic League</title>
	<atom:link href="https://catholicleaguepolonia.org/pl/family-category/rodzice/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/</link>
	<description>News and defending the Catholic Church</description>
	<lastBuildDate>Mon, 01 Aug 2022 14:44:20 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9</generator>
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">154751774</site>	<item>
		<title>Dla rodziców ku przestrodze…</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/dla-rodzicow-ku-przestrodze-historia-uzaleznienia-od-pornografii/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 01 Aug 2019 03:47:38 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1862</guid>

					<description><![CDATA[Historia uzależnienia od pornografii. Wszystko zaczęło się jeszcze w szkole podstawowej. Zbyszek, najpierw zetknął się z kartami do gry, które były wyjątkowo perfidną pornografią, potem koledzy wprowadzili go w świat]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Historia uzależnienia od pornografii. Wszystko zaczęło się jeszcze w szkole podstawowej. Zbyszek, najpierw zetknął się z kartami do gry, które były wyjątkowo perfidną pornografią, potem koledzy wprowadzili go w świat internetowych stron przepełnionych erotycznymi filmami. Wychodzili z kolegami razem ze szkoły i pod nieobecność pracujących rodziców szukali nowych filmów. Wtedy, w siódmej klasie nie zdawał sobie sprawy ze wszystkiego co widział, ale czuł, że było to coś jakby z innego świata, coś przed czym rodzice starali się go chronić i przed nim ukryć. Ta tajemnica miała jakiś posmak sensacji, potęgowanej dodatkowo komentarzami kolegów. Wtedy zaczął inaczej patrzeć na koleżanki z klasy, a na dodatek czuł, że poprzednio obejrzane obrazy wracają do niego tak mocno, że nie jest sobie z nimi w stanie poradzić.</p>
<p>Sprawiało mu to kłopot zwłaszcza na lekcjach, ponieważ będąc niezłym uczniem chciał utrzymać swój poziom, a powracające raz po raz podniecenie seksualne wywołane przez pamięć i wyobraźnię krępowało go mocno i za wszelką cenę starał się to ukryć. Aby to jakoś zwalczyć coraz częściej próbował rozładować swe wewnętrzne napięcie w onanizmie, który przywracał spokój na kilka godzin, a potem wszystko powracało do&nbsp;<span>tego samego stanu, a z czasem nasilało się jeszcze mocniej. Wyobraźnia rozbudzona za pierwszym razem szukała cięgle nowych podniet, ale wmawiał sobie</span>, że jest to tylko chwilowe. Ten stan trwał aż do studiów, przez całą szkołę średnią. Czas ciągłego napięcia, w którym postanawiał sobie, że jeżeli tylko pozna dziewczynę, w której zakochałby się prawdziwie, porzuci ten sposób zaspokajania swej namiętności. Z drugiej strony sumienie podpowiadało mu, że jest po prostu słabym nieopanowanym człowiekiem, a spowiedź była dla niego koszmarem, ponieważ było mu wstyd, że cięgle przychodzi z tym samym problemem. Był to nałogowy stan. W końcu poznał dziewczynę, z którą wydawało mu się, że spędzi wspaniały czas przyjaźni i miłości. Było jednak inaczej. Reagował zbyt impulsywnie, gwałtownie i szukał tych doznań, które towarzyszyły mu podczas trwania w nałogu. Choć prawdziwie pragnął miłości, nosił w sercu wykrzywiony jej obraz. Raz zaprosił swoją dziewczynę na film pornograficzny, który oglądali koledzy ze studiów, myśląc, że w ten sposób wprowadzi ją w świat doznań, jakich pragnął. Nie spodziewał się, że stanie się to powodem głębokiego kryzysu w ich relacji. W końcu rozstali się nie znajdując wspólnej drogi.</p>
<p>Zbyszek szukał dalej, nawiązując cięgle nowe kontakty, w których przede wszystkim liczył się seks i za każdym razem nie trwało to dłużej niż kilka miesięcy. Jednocześnie narastały wątpliwości i wyrzuty sumienia. Wiedział, że rani innych. Po pewnym czasie zaczęły go trapić pytania &#8222;Czyżbym nie był nie stworzonym do dłuższej miłości? Moje wnętrze wygasa zaraz po kilku spotkaniach, chociaż na początku wszystko wydaje się wspaniałe i rokujące dobrą przyszłość.&#8221;</p>
<p>&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp;&nbsp; Z taką wizją swojego fatalnego losu trafił (również przez dziewczynę) na&nbsp; spotkanie&nbsp; studenckiej grupy modlitewnej. Dostrzegł, że istnieje spontaniczna przyjaźń, radość braterska i zrozumienie.&nbsp; Otworzył się przed kolegą z grupy, a ten uświadomił&nbsp; mu,&nbsp;&nbsp; że&nbsp; taki&nbsp; rodzaj zaspokojonego pożądania jest jedną z form egoizmu, który jest samolubną, fałszywą formą zaspokajania samego siebie i nie jest miłością.&nbsp; Egoizm to taka „fałszywa miłość samego siebie” i istnieje tylko wtedy, gdy obok jest osoba, z której może czerpać, zagarniać aż do dna. Niezaspokojone pożądanie szukać będzie wyładowania nie zważając na ostrzeżenia sumienia i potrzeby ducha. Po pełnej i głębokiej spowiedzi oraz przyjęciu Jezusa na serio do swego życia rozpoczął swą nową drogę. Pamięć i wyobraźnia nadal narzucały mu przeszłe obrazy, ale teraz był o wiele silniejszy. Gdy po jakimś czasie zaręczył się ze swoją dziewczyną, oboje postanowili aż do samego ślubu wyrzec się wszelkich gestów, dotknięć, nawet takich pocałunków, które mogłyby prowokować niepotrzebne pobudzenie. Tym razem dziewictwo swojej narzeczonej uważał za symbol szansy, jaką Bóg dał mu na rozpoczęcie nowego życia. Uczynił to z wielką wdzięcznością w sercu, ponieważ odzyskał w sobie tę zdolność kochania, której można doświadczyć mając czyste serce, i o której zawsze marzył. I choć czasem wracały w pamięci jak natręctwa obrazy sprzed lat, nawet te ze szkoły podstawowej, to Bóg daje mu mądrość i siłę potrzebną do zrozumienia kto jest sprawcę pokus i jak je zwyciężać. Mało tego przez pewien czas angażował się w spotkaniach dla ludzi uzależnionych od pornografii.</p>
<p>Powyższa historia może być jedną z wielu tysięcy. Zbyszkowi Bóg pomógł w wydostaniu się z nałogu, ale jak wielu jest takich, którzy nie radzą sobie w uzależnieniem. Mało tego, wokoło spotkają propagatorów wyuzdania twierdzących, że jawna prezentacja życia erotycznego człowieka w całej gamie i wyrafinowaniu to wyzwolenie, nowe oblicze cywilizacji. Inni wzruszą ramionami i powiedzą &#8222;cóż ja mogę zrobić&#8221;. A tymczasem stare,&nbsp; ale mądre przysłowie mówi, że &#8222;mąciciel w mętnej wodzie ryby łowi&#8221;. Tego mąciciela zna historia ludzkości od pierwszego momentu, a ryby to wszyscy ci, którzy jeszcze dotąd się nie ocknęli z letargu, lub nie otarli z oczu tej mętnej mgły, którą ów mąciciel przed nimi rozciągnął.</p>
<p>Drodzy Czytelnicy, Rodzice i Chrześcijanie. Nie zapomnijmy, że najważniejszym wymiarem naszego życia jest duch! Najcenniejszy, nieśmiertelny, nieprzemijający i nadrzędny wobec ciała. Zarówno duch i ciało biorą udział w najpiękniejszym zjednoczeniu dwojga osób w akcie współżycia, a motorem i przyczyną oddawania się drugiemu człowiekowi jest Miłość Boga, który sam jest wspólnotą kochających osób – jest rodziną! Jeżeli ktokolwiek chce mówić o miłości rodzącej się z pobudzenia ciała, to wpycha nasze dzieci w ślepe pożądanie i powoduje jedynie podporządkowanie ducha &#8211; ciału. Poprzez to człowiek staje się &#8222;okradzionym&#8221; ze swego najpiękniejszego wymiaru, a w rezultacie &nbsp;jest kierowany ku chorobie i uzależnieniu. Dziś panoszy się, atakuje wręcz ideologia seksualizacji nowego pokolenia, nowy odcień postkomunistycznej hegemoni, którą wpaja się w studentów a realizuje według wskazań włoskiego marksisty Gramsciego. Powszechny seksualizm to nowa hegemonia, czyli forma dominacji jednej grupy nad inną – w tym przypadku nad słabymi chrześcijanami. Dlatego marsze, wiece proaborcyjne, zmiana praw w poszczególnych stanach są wyrazem nowej agresji mającej wyeliminować wpływ chrześcijaństwa z życia publicznego. Ideologia „gender” zdeprawowała już setki studentów i sprytnie weszła do naszych amerykańskich uczelni. Dlatego rodzice muszą poważnie się zastanowić, gdzie wyślą na studia swoje dzieci. Bo można łatwo sprzedać ich dusze w zamian za ułudę lepszej kariery i zarobków.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Roman Harmata</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1862</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Psycholog wychowawczy: potrzebą dziecka jest budowanie więzi</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/psycholog-wychowawczy-potrzeba-dziecka-jest-budowanie-wiezi/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 01 Mar 2019 06:00:37 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1542</guid>

					<description><![CDATA[Niedziela - Maria Czerska Małe dziecko potrzebuje budowania bezpiecznej więzi z podstawowym opiekunem – podkreśla Jarosław Żyliński, psycholog wychowawczy, jeden z sygnatariuszy Listu otwartego w sprawie]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h1>Niedziela &#8211; Maria Czerska</h1>
<p class="lead">&#8211; Małe dziecko potrzebuje budowania bezpiecznej więzi z podstawowym opiekunem – podkreśla Jarosław Żyliński, psycholog wychowawczy, jeden z sygnatariuszy „Listu otwartego w sprawie opieki nad dziećmi do lat 3” skierowanego do władz RP. – Najkorzystniejsza z perspektywy potrzeb dziecka jest w tym czasie opieka sprawowana bezpośrednio przez bliskich. Gdyby rodzice mieli większą świadomość, jak ważna jest tego rodzaju „inwestycja” w pierwsze 3 lata dziecka, być może z większą determinacją szukaliby innych rozwiązań niż żłobek – zaznacza psycholog.</p>
<p class="pyt"><b>KAI:</b><span>&nbsp;</span>W jakich sytuacjach poleciłby Pan rodzicom małego dziecka żłobek?</p>
<p class="odp"><b>JŻ:</b><span>&nbsp;</span>Może nie tyle polecił, co zrozumiałbym ten wybór. Wiele rodzin, a zwłaszcza samotnych rodziców, ma różnego rodzaju problemy. Żłobek jest dla nich strategią na rozwiązanie problemów finansowych. Żłobek może pomóc rodzicom, gdy zmagają się oni z silnymi problemami zdrowotnymi, psychicznymi czy emocjonalnymi – wówczas potrzebują odciążenia i żłobek może być dla nich rozwiązaniem. W sytuacji gdy w rodzinie dochodzi do poważnych problemów, gdy sytuacja staje się patologiczna – wtedy także dla dziecka jest lepiej, gdy nie przebywa całego dnia w domu.</p>
<p class="pyt">&#8211; Tylko wówczas?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Żłobki są bardzo różne, ale zasadniczo to trudna forma opieki, która nigdy nie jest równie skuteczna co prawidłowo opiekujący się dziećmi rodzice. W sytuacji, gdy rodzice mają pełen wybór, żłobek &#8211; z perspektywy rozwoju dziecka &#8211; nie byłby dla mnie opcją pierwszego wyboru. Zdecydowanie lepsza w okresie 0-3 jest opieka „jeden na jeden”.</p>
<p class="pyt">&#8211; Dlaczego?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Przede wszystkim dlatego, że w tym okresie, zgodnie z teorią przywiązania Johna Bowlby’ego, zasadniczym mechanizmem rozwoju jest bezpieczna więź z podstawowym opiekunem, najczęściej z matką. Dziecko czując się przy niej bezpiecznie rozwija się w innych kierunkach. Nie musi tracić czasu i energii na szukanie bezpieczeństwa. Wie, że matka jest blisko, może „robić swoje”, wracając do niej wtedy kiedy potrzebuje.<span>&nbsp;</span><br />
Matka i ojciec są pierwszymi wzorcami relacji i poziom zaufania, jaki zbudują, będzie potem przechodził na kolejne bliskie relacje, więc wpływa to na rozwój społeczny. Dziecko ma czas na rozwijanie innych umiejętności &#8211; wpływa to na rozwój poznawczy. Łatwiej rozwija kolejne umiejętności, bo skupia na sobie większą uwagę niż dzieci, które muszą się dzielić wychowawcą z innymi dziećmi.<span>&nbsp;</span><br />
Nade wszystko ważne jest jednak poczucie bezpieczeństwa, które pozwala dziecku na spokojne przechodzenie kolejnych etapów rozwojowych.</p>
<p class="pyt">&#8211; Czy żłobek to utrudnia?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Żłobki są bardzo różne. Niektóre bardzo poważnie podchodzą do problemu więzi dziecka z rodzicem, przeprowadzają bardzo długą adaptację, wymagającą także wysiłku rodzica, po to, by przejście pod opiekę instytucjonalną było płynne i nie zagrażało dziecięcemu poczuciu bezpieczeństwa. Natomiast żłobek jest po prostu bardzo trudną formą opieki. Zwłaszcza w naszych polskich warunkach, gdzie na jednego opiekuna przypadać może nawet ósemka dzieci. Nie jest łatwo w takiej sytuacji odpowiednio zadbać o każde z nich. Nierzadko zdarza się też łączenie grup i sytuacje, gdzie w jednej sali pod opieką 4 dorosłych przebywają 32 maluchy. Wówczas jest to arcytrudne!<span>&nbsp;</span><br />
Problemem żłobków jest też wyszkolenie kadry. Od pedagogów przedszkolnych oczekuje się studiów pedagogicznych, od kadry żłobkowej nie. Czasem wystarcza szkolenie internetowe. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem jest to absolutne zaniedbanie.</p>
<p class="pyt">&#8211; Sytuacja, w której jedna osoba dorosła opiekuje się kilkorgiem małych dzieci, może się jednak też zdarzyć w opiece rodzinnej. Jest to sytuacja częsta w rodzinach wielodzietnych. Czy w takich rodzinach też trudniej budować więź z dzieckiem?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Czasem tak. Natura sobie pięknie radzi, bo karmienie piersią ogranicza płodność kobiety i sprawia, że między kolejnymi dziećmi pojawia się najczęściej naturalny odstęp ok. 2-3 lat. Relacje między noworodkiem i dwulatkiem bywają trudne. Rodzicom łatwiej jest opiekować się jednym małym dzieckiem, niż dwoma, nie mówiąc już o bliźniakach. A jednak łatwiej zajmować się dwojgiem lub trojgiem dzieci do 3 roku życia niż pięcioma lub nawet ośmioma.</p>
<p class="pyt">&#8211; Jakiego rodzaju problemy mogą się pojawić u dzieci chodzących do żłobka?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Po pierwsze – zaburzenia więzi. Po drugie – kłopoty z zachowywaniem granic. Po trzecie – może to być problem z osobistym poczuciem bezpieczeństwa.<span>&nbsp;</span><br />
Zaburzenia więzi wynikają z rozstań, których dzieci nie rozumieją i z którymi jest im ciężko. Mają takie doświadczenie rodzica, że raz jest, raz go nie ma i tak w kółko. Dziecko żłobkowe tej sytuacji nie rozumie, nie ogarnia i czasem zdaje się, że dość płynnie w nią wchodzi. Właśnie problemem tych dzieci w wieku 0-3 jest to, że one nie do końca pokazują, co się rzeczywiście w nich dzieje. Zaburzenia więzi ujawniają się zwykle w późniejszych momentach. Dziecku trudno jest zaufać nowym dorosłym, np. podczas adaptacji przedszkolnej, trudno rozstać się z mamą, wejść w nową przestrzeń. Takie dzieci są często mocno kontrolujące wobec rodzica, nie pozwalają wyjść, nie puszczają do toalety itp. Trudności z adaptacją mogą się pojawić później również w szkole a kontrola drugiej osoby – przenieść na relacje koleżeńskie i przyjacielskie. Dzieci a potem młodzi ludzie i dorośli wciąż testują relacje, sprawdzają. W przypadkach skrajnego zaburzenia więzi – po prostu nie ufają relacjom, wchodzą w nie bardzo płytko, ciężko też im jest zdecydować się na posiadanie własnego dziecka, bo to wymaga dużego zaufania wobec partnera. Problemy z zachowaniem granic wynikają z tego, że dziecko około drugiego roku życia uczy się swojej samodzielności i swoich granic. Uczy się je stawiać, czasami bardzo nieporadnie. Dużej cierpliwości i uwagi dorosłego potrzeba, by dziecko nauczyło się, które granice są jego, a które należą do drugiej osoby. W dużej grupie trudniej dziecku pozwolić na budowanie własnego zdania, ponieważ swoje zdanie równocześnie budują inne dzieci i dochodzi do konfliktów. Wobec tego dorosły musi „zarządzać” i często nie może brać pod uwagę zdania dziecka. Do tego dziecko budując relację z tym dorosłym czasami nie ma odwagi stawiać swoich granic tak mocno, jak wobec zaufanej matki, przy której na więcej może sobie pozwolić. Wobec wychowawcy, w obawie, czy ten będzie je lubił, może rezygnować z własnych granic na rzecz bezpieczeństwa.<span>&nbsp;</span><br />
Kolejna sprawa to budowanie poczucia bezpieczeństwa, co dotyczy dzieci, które szczególnie wcześnie poszły do żłobka – przed ukończeniem roku. Jeśli żłobek niedostatecznie reagował na potrzeby dziecka, może ono wchodzić w dalsze życie bez wiary, że jego potrzeby będą spełniane. „To się nie uda” może być dość częstym zdaniem w ustach takiego dziecka, gdy będzie starsze.<span>&nbsp;</span><br />
Oczywiście, trzeba zdecydowanie podkreślić, że zupełnie inna jest sytuacja dziecka, które od drugiego roku życia przebywa w żłobku 6 godzin tygodniowo, np. 2 razy po 3 godziny i tego, które od piątego miesiąca życia spędza tam 50 godzin, codziennie od godz. 7 do godz. 17. W tym pierwszym przypadku ma to niewielki wpływ na jego rozwój. W drugim – zwłaszcza, gdy do długiego pobytu w placówce dojdzie jeszcze duża zmienność wychowawców, co się często w żłobkach zdarza i również powoduje rozbijanie nawiązywanej przez dziecko więzi – na pewno będzie miało wpływ.</p>
<p class="pyt">&#8211; W powszechnym mniemaniu dzieciom po żłobku łatwiej zaadaptować się w przedszkolu.</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: To, że dzieciom po żłobku jest łatwiej jest absolutnym mitem. Natomiast dzieci, które w okresie 0-3 mają relację tylko z rodzicem, bezpieczną relację, w wieku 3 lat mają „naładowane baterie”, wiedzą, że z mamą jest „wszystko ok”, że mogą na nią liczyć. Skoro moja relacja z mamą jest bezpieczna, nie muszę wciąż na nią patrzeć, mogę iść zająć się czymś innym, bo mama przyjdzie. Bardzo często takie dzieci rozstają się z rodzicami na zasadzie „pa pa!” i ich adaptacja trwa dwa 2 dni.<span>&nbsp;</span><br />
Rozstanie ze żłobkiem to także doświadczenie zerwania więzi, którą się zbudowało z wychowawcą żłobkowym. Ta więź znika, dziecko traci ufność w budowanie więzi z nowymi osobami i trudniej wchodzi w nową więź z wychowawcami przedszkolnymi. Pracuję z dziećmi, które rozpoczynają edukację przedszkolną. Poznaję ich historię i zwykle mogę przewidzieć, czy adaptacja w przedszkolu będzie trudna, czy nie. I zwykle się nie mylę. Dzieci po prostu tak z więzią mają.</p>
<p class="pyt">&#8211; Czy zaletą żłobka nie jest jednak to, że umożliwia lepszy kontakt z rówieśnikami?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Małe dziecko jest skoncentrowane na sobie i na rodzicu. Uczy się poczucia bezpieczeństwa, samodzielności i więzi z dorosłymi. Dobrze, jak ma trochę kontaktu z rówieśnikami, czy to na placu zabaw, czy w klubiku itp. Te dzieci jednak nie są do końca sobą zainteresowane. Bywają zaciekawione, czasami trenują różne rzeczy na sobie nawzajem, ale to jeszcze nie są te relacje, które się pojawiają u 3-latków: „on mnie lubi”, „on mnie nie lubi”, „zaproszę cię”, „nie zaproszę” itp.</p>
<p class="pyt">&#8211; Rzadko kiedy można w mediach usłyszeć, by jakiś psycholog tak jednoznacznie opowiadał się za opieką indywidualną nad małymi dziećmi. Zwykle żłobek przedstawiany jest jako wybór tak samo dobry, choć posiadający również swoje wady. Czasem przedstawiany jest wręcz jako wybór lepszy, gdyż umożliwia mamie pracę, rozwój i samorealizację, a przecież „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”.</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Wiem, że tak się mówi. To prawda, że mama musi czuć się dobrze. Jest takie powiedzenie, że do wychowania dziecka jest potrzebna cała wioska. „Cała wioska” powinna wspierać matkę. Boli mnie, że w naszych warunkach tego wsparcia tak często brakuje. Jeśli mama przez 3 lata jest „uwiązana” we własnym domu, bo to jest jedyne miejsce, gdzie może tak naprawdę bezpiecznie i spokojnie z tym dzieckiem przebywać – to jest to sytuacja trudna. Ważne jest by – jak to się dzieje przecież na Zachodzie – dostosowywać świat do potrzeb mam z małymi dziećmi. By one mogły wyjść, spotkać się, pójść do muzeum, biblioteki, kawiarni; by były też miejsca, gdzie można pracować z dziećmi. W Amsterdamie czy w Londynie, jest tak wiele opcji, że czasem nie wiadomo, co wybrać. Wtedy jest po prostu łatwiej.<span>&nbsp;</span><br />
Jeśli chodzi o opinie psychologów – to jest opowieść o całym naszym zawodzie. Psychologów jest gigantyczna ilość. Wiele osób idzie na psychologię chcąc poznać siebie. Potem te studia kończą, robią różne rzeczy. Psychologia ma wiele specjalizacji. Tymczasem psychologów zajmujących dziećmi jest dość niewielu. Ktoś, kto nie zna się na dzieciach, może nie mieć świadomości psychologii więzi, o której mówiliśmy, może nie wiedzieć wiele o teorii przywiązania Bowlbiego, o stylach przywiązania Mary Ainsworth. Tę wiedzę na psychologii wychowawczej czy rozwojowej zdobywa się w niewielkim zakresie. Zgłębia się ją już podczas pracy i praktyki z dziećmi.<span>&nbsp;</span><br />
Tymczasem zdarza się, że media pytając psychologa o opinię nie zwracają uwagi na to, czy ten ktoś specjalizuje się w psychologii dziecięcej. Problemem jest też to, że wiedza psychologiczna ostatnio bardzo się „zmedializowała” i mówimy to, co nośne a nie to, co jest prawdziwe.</p>
<p class="pyt">&#8211; To znaczy?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Psychologowie występujący w mediach, w rozmaitych programach parentingowych itp. często prezentują metody, które przynoszą szybki, bezpośredni efekt. Oparte są na karach i nagrodach, na które dzieci reagują bardzo szybko. Zdaje się, że problem jest rozwiązany, ale ma to negatywny wpływ na więź z rodzicem. Natomiast psychologia więzi nie przynosi efektu „na dziś”. Efekty widoczne są po latach.<span>&nbsp;</span><br />
Warto też przypomnieć, że media mówią do dorosłych. Mówią więc o potrzebach dorosłych i niekoniecznie chcą wspominać o potrzebach dziecka, które utrudniają łatwe osiąganie potrzeb rodziców. Odbiorcy wolą tego nie słyszeć, więc media nie chcą o tym mówić. Jedni i drudzy chętniej wybiorą psychologa, który powie o szczęśliwej mamie i szczęśliwym dziecku.<span>&nbsp;</span><br />
Wyobraźmy sobie matkę, która potrzebuje zadbać o siebie. Wiara w hasło „Żłobek jest dobry dla twojego dziecka” daje jej mnóstwo ulgi. Powiedzenie, że potrzeby jej dziecka mogą być w konflikcie z jej własnymi, jest trudne. Tymczasem bywa tak, że jesteśmy w konflikcie potrzeb. Połączenie potrzeb dziecka i potrzeb rodzica wymaga bardzo dużo pracy, uwagi i budowania odpowiedniej strategii. To właśnie w tym momencie ta &#8222;cała wioska&#8221; jest niezwykle cenna, ale w postaci innego wsparcia niż żłobek.<span>&nbsp;</span><br />
Nasza opowieść o wyborze między żłobkiem a domem to opowieść o wyborze między potrzebami dorosłego i dziecka. Małego dziecka, które o swoich potrzebach jasno nie powie, bo nie umie mówić. Dlatego nie ujmując wadze potrzeb dorosłych chcemy mówić również o potrzebach dziecka. Bardzo też byśmy chcieli, by rodzice zamiast mówić o „wyborze między” potrzebami mogli mówić o połączeniu potrzeb.</p>
<p class="pyt">&#8211; Jak łączyć te potrzeby?</p>
<p class="odp">&#8211; JŻ: Bardzo wiele zależy od wiedzy i nastawienia rodziców. Gdyby rodzice mieli większą świadomość, jakie korzyści w przyszłości daje inwestycja w pierwsze trzy lata dziecka, wówczas z większą determinacją szukaliby innych rozwiązań niż żłobek. Oczywiście niezbędna do tego jest też finansowa możliwość dokonania takiego wyboru – dlatego zależy nam, by pomocą państwa objąć nie tylko rodziny żłobkowe, ale także tych rodziców, którzy chcieliby sami opiekować się dzieckiem w okresie 0-3, wspierając jego rozwój.<span>&nbsp;</span><br />
Chciałbym wsparcia finansowego dla takich rodzin, ale także wyrozumiałości, bo czasami matki zostające trzy lata z dziećmi zderzają się z ostracyzmem społecznym. Chciałbym rozwiązań, które pomogłyby matkom w dobry sposób przeżyć te trzy lata, a nie w domowym zamknięciu. Do tego trzeba Klubów Mam, zajęć dedykowanych dla małych dzieci z rodzicami, sal w różnych miejscach, dostosowanych dla rodziców z dziećmi.<span>&nbsp;</span><br />
Chciałbym rozwiązań na rynku pracy, które pozwoliłyby na przykład na większą równowagę w pracy między ojcem i matką. Teraz zwykle jest „wszystko albo nic”. Chciałbym, żeby więcej rodzin mogło wybrać model z ojcem pracującym np. na ¾ etatu i matką na ¼. Pomysły mogą być bardzo różne, ale do tego trzeba najpierw otwartej głowy i zrozumienia potrzeb dziecka. A także tego, że poszukiwanie innych rozwiązań niż żłobek to gra warta świeczki.<span>&nbsp;</span><br />
***<span>&nbsp;</span><br />
Jarosław Żyliński – psycholog wychowawczy. Przybliża rodzicom i nauczycielom zagadnienia związane z wychowaniem i edukacją. Opowiada o nich w mediach i książkach oraz podczas konsultacji i warsztatów. Na stałe związany z Fundacją &#8222;Wolna Szkoła&#8221; na warszawskim Ursynowie, Związkiem Dużych Rodzin &#8222;Trzy plus&#8221; i punktem przedszkolnym &#8222;Smyki ze Smyczkowej&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1542</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Bóg pierwszym rodzicem</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/bog-pierwszym-rodzicem/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 01 Feb 2019 20:57:32 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1524</guid>

					<description><![CDATA[Nie można sobie pozwolić na błąd w wychowaniu. Jako rodzice mamy często z żoną poczucie ogromnej sprawczości, a Bóg bywa w tym procesie gdzieś daleko. Łatwo stajemy się uczniami, którzy w Ewangelii zabraniali dzieciom zbliżać się do Niego. Nieświadomie często chcielibyśmy Go zastąpić. Tymczasem Jezus chciał brać i brał dzieci w objęcia, przytulał je. Ten [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Nie można sobie pozwolić na błąd w wychowaniu. Jako rodzice mamy często z żoną poczucie ogromnej sprawczości, a Bóg bywa w tym procesie gdzieś daleko. Łatwo stajemy się uczniami, którzy w Ewangelii zabraniali dzieciom zbliżać się do Niego. Nieświadomie często chcielibyśmy Go zastąpić. Tymczasem Jezus chciał brać i brał dzieci w objęcia, przytulał je. Ten gest nie jest przypadkowy. Przytulenie występuje w Biblii bardzo rzadko i oznacza szczególny rodzaj więzi. Chrystus i moje dziecko to relacja, w której nie powinienem przeszkadzać; powinienem natomiast stwarzać dobre warunki, by się rozwijała.</p>
<p>Nie próbujmy zastępować Boga, bo jeśli zaczniemy to robić, będziemy Jego karykaturą, która tylko karze i nagradza, zakazuje i nakazuje. To nie jest więź, ale tresura. Tak łatwo zapomnieć, że dawcą życia naszego malucha jest Bóg, a my Mu tylko pomagaliśmy.</p>
<p>Widzę dziś bardzo jaskrawo, że Bóg dał mojej żonie i mnie dzieci m.in. po to, byśmy się nawrócili, dostrzegli swoje ograniczenia, swój egoizm, swój brak zaufania Jemu. Wydaje nam się, że to głównie od naszej wiedzy, empatii i różnych „trików” wychowawczych zależy, na kogo to nasze dziecko wyrośnie. Dlatego możemy się łatwo zgorszyć sobą, gdy czasami wybuchniemy, nakrzyczymy, zbyt surowo ukarzemy, na zbyt wiele pozwolimy. Tymczasem nie tędy droga.</p>
<p>Byliśmy obecni przy poczęciu, ale bez Boga ono by się nie dokonało. Z wychowaniem jest tak samo. Usłyszałem kiedyś, że więcej trzeba rozmawiać z Bogiem o dzieciach niż z dziećmi o Bogu. Piękna prawda. Uświadamiam sobie ostatnio, że dobre wychowanie naszych dzieci to przede wszystkim sprawa naszego zaufania Panu Bogu. Od tego musimy wychodzić do całej wiedzy o tym, jak z dzieckiem rozmawiać, jak je dyscyplinować, jak mu przekazywać wartości. Musimy zdjąć z siebie presję całkowitej sprawczości, ale wciąż być odpowiedzialni. Jak papież, który nie ma kontroli nad wszystkim w Kościele, ale ma przemożny wpływ i pełną odpowiedzialność.</p>
<p>Bóg wychowuje nasze dzieci. Wierzmy w to i Mu nie przeszkadzajmy.</p>
<p>Jarosław Kumor</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1524</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Małe rzeczy, Wielki Post</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/male-rzeczy-wielki-post/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Jan 2018 21:08:27 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1332</guid>

					<description><![CDATA[Wspólne uczestnictwo w nabożeństwie Drogi Krzyżowej, drobne dobre uczynki, odwiedzanie osób starszych i chorych, modlitwa Słowem Bożym i oddawanie innym swojego czasu – tak Wielki Post wygląda w rodzinie Wandy i Radka Mokrzyckich, rodziców ośmiorga dzieci. Jałmużna: podaruj swój czas – Wydaje mi się, że Wielki Post warto rozpocząć od modlitwy i rozeznania, nad czym [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Wspólne uczestnictwo w nabożeństwie Drogi Krzyżowej, drobne dobre uczynki, odwiedzanie osób starszych i chorych, modlitwa Słowem Bożym i oddawanie innym swojego czasu – tak Wielki Post wygląda w rodzinie Wandy i Radka Mokrzyckich, rodziców ośmiorga dzieci.</p>
<p class="styt">Jałmużna: podaruj swój czas</p>
<p>– Wydaje mi się, że Wielki Post warto rozpocząć od modlitwy i rozeznania, nad czym warto popracować – mówi Wanda. – Naszej rodzinie ostatnio brakowało kontaktu z innymi, troszkę się zamknęliśmy ze względu na zaangażowanie na różnych polach, chociażby szkolnym. Dlatego postanowiliśmy w Wielkim Poście całą rodziną odwiedzać osoby starsze. Radek jest szafarzem, towarzyszymy więc Panu Jezusowi i jemu, kiedy udają się do chorych. Idziemy po to, by z nimi pobyć, posiedzieć, porozmawiać, napić się herbaty albo po prostu wysłuchać historii ich życia.</p>
<p>– Jeśli chodzi o jałmużnę, robimy też… porządki – dodaje Wanda. – Ale nie takie wiosenne, polegające na pozbyciu się tego co niepotrzebne. Przeglądamy nasze rzeczy i rezygnujemy z czegoś, co jest nam czasem bardzo bliskie. Jednak oddajemy to i staramy się nie zastępować niczym innym.</p>
<p class="styt">Modlitwa: Słowo Boże zmienia rodzinę</p>
<p>– Był taki czas, kiedy kończyliśmy dzień wspólną modlitwą, dziękując Panu Bogu za wszelkie dobro i prosząc Go w intencjach, które były w naszych sercach – opowiada Radek. – Później jako rodzinną modlitwę wybraliśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego i modliliśmy się za moją zmarłą babcię. Okazało się jednak, że popołudnie to nie najlepszy czas na modlitwę – dzieci coraz częściej szły do swoich zajęć i w niej nie uczestniczyły. Kiedy rozpoczął się Wielki Post, stwierdziliśmy, że chcemy to zmienić, że to dobry czas, by to uporządkować. Zapytaliśmy dzieci, kiedy chcą się razem modlić – po południu czy wieczorem, ale gdy już coś zdecydują, to żeby każdy w tej modlitwie brał udział. Dzieci wybrały wieczór i rzeczywiście razem się modlimy. Ale to nie wszystko. W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu w kościele czytany był list abp. Józefa Kupnego, w którym zachęcał, by w rodzinach rozważać Pismo Święte. Podczas naszej wieczornej modlitwy czytamy więc Ewangelię z dnia następnego. Jesteśmy przekonani, że Boże Słowo zmienia naszą rodzinę.</p>
<p class="styt">Post: małe ofiary codzienności</p>
<p>– Jako rodzice dużej rodziny codziennie ofiarujemy Panu Jezusowi coś małego – wyjaśnia Wanda. – Na przykład nagle zachoruje dziecko, musimy więc zostać w domu i zrezygnować z naszej cotygodniowej randki. W Wielkim Poście staramy się na to szczególnie zwracać uwagę, oddawać to Panu Jezusowi, nie marudzić, że coś nie wyszło, że czegoś nam brakuje.</p>
<p class="styt">Wielkopostne nabożeństwa</p>
<p>Rodzina Mokrzyckich postanowiła w każdy piątek uczestniczyć w Drodze Krzyżowej. To także dobra okazja do tego, by później porozmawiać o męce Pana Jezusa i Jego miłości wobec ludzi. Nie tak łatwo jednak jest zorganizować wyjście na „Gorzkie żale”. – Trudnością jest dla nas pójść do kościoła na Mszę św., a później wrócić na nabożeństwo – wyjaśnia Wanda. – Dlatego wspomagamy się płytą i puszczamy nagranie. Może nie odbywa się to w czasie, który sprzyja uważnemu wsłuchiwaniu się w ich słowa, ale ufam, że coś ważnego jednak usłyszymy, że to później w nas pracuje.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1332</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wspomnienie św. Józefa Rzemieślnika</title>
		<link>https://catholicleaguepolonia.org/pl/family/wspomnienie-sw-jozefa-rzemieslnika/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Catholic League]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 May 2017 21:20:17 +0000</pubDate>
				<guid isPermaLink="false">https://catholicleaguepolonia.org/?post_type=family&#038;p=1413</guid>

					<description><![CDATA[/Niedziela – Alumn Marcin Składanowski/ W dniu 1 maja Kościół obchodzi wspomnienie św. Józefa Rzemieślnika, Opiekuna Pana Jezusa i Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, który troszczył się o Jezusa i Matkę Najświętszą, pracując jako cieśla w Nazarecie. W Ewangeliach niewiele możemy przeczytać o św. Józefie. Widzimy go zatroskanego o los Świętej Rodziny, w pokorze i cichości [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<header class="entry-header">
<p class="entry-title">/Niedziela – Alumn Marcin Składanowski/</p>
</header>
<div class="entry-content">
<p>W dniu 1 maja Kościół obchodzi wspomnienie św. Józefa Rzemieślnika, Opiekuna Pana Jezusa i Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, który troszczył się o Jezusa i Matkę Najświętszą, pracując jako cieśla w Nazarecie.<br />
W Ewangeliach niewiele możemy przeczytać o św. Józefie. Widzimy go zatroskanego o los Świętej Rodziny, w pokorze i cichości zdobywającego w nazaretańskim warsztacie środki na jej utrzymanie. Jego ciężka praca zawsze połączona była z wiernością Panu Bogu. To dzięki wielkiej wierze mógł zrozumieć – niepojętą po ludzku – wieść, że Maryja będzie Matką Syna Bożego, a jemu samemu została przez Boga wyznaczona rola Jezusowego opiekuna. Józef nie protestuje, nie buntuje się, nie ucieka przed nowiną całkowicie zmieniającą jego życiowe plany. Może, kochając Maryję, wymarzył sobie zwyczajną, liczną rodzinę, spokojną pracę, starość w otoczeniu dzieci i wnuków? A jednak przyjmując do siebie brzemienną Maryję, wziął też na siebie część Chrystusowego Krzyża. I choć nie doczekał na ziemi Męki i Zmartwychwstania Pana Jezusa, to jednak przez trud, łącząc się z cierpieniami Zbawiciela, ma także udział w Jego zwycięstwie nad grzechem i śmiercią. Jest to poniekąd także zwycięstwo Józefa, jego wiary i bezgranicznego zaufania Panu Bogu, nad pokusą beztroskiego życia, w którym sprawy Boże są dalekie i nierzeczywiste.</p>
<p>Ewangeliczny obraz Oblubieńca Maryi ukazuje, że dobre życie – chociaż niekiedy z pozoru najzwyczajniejsze, podobne do życia innych ludzi – to życie według, nieraz po ludzku niepojętej, woli Bożej. Tak naprawdę tylko wierne wypełnianie słowa Pana Boga może człowieka uczynić szczęśliwym, nawet jeżeli wiąże się z nim cierpienie. Pan kieruje do każdego ze swoich dzieci słowo, wyznaczające mu własną i niepowtarzalną drogę do świętości – do zbawienia, wysłużonego przez Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego.</p>
<p>Jednakże dyskretna obecność św. Józefa w życiu Pana Jezusa ukazuje szczególną wartość życia ziemskiego, którego nie można zmarnować. Właściwie przeżyte życie znamionuje także praca – uczciwa, solidna, dobrze wykonana, służąca bliźnim. Kościół w dniu, który poświęcony jest refleksji nad ludzką pracą, stawia chrześcijanom za przykład Rzemieślnika z Nazaretu i Opiekuna Syna Bożego, aby zwłaszcza w dzisiejszych czasach, skłonić ich do zastanowienia się nad sensem, znaczeniem i celem pracy w drodze każdego odkupionego przez Chrystusa człowieka do ostatecznego zjednoczenia się ze Zmartwychwstałym Panem w Niebie.</p>
<p>O sensie i wartości ludzkiej pracy wiele powiedzieli ojcowie II Soboru Watykańskiego, przypominając naukę Pisma Świętego mówiącą, że stworzony na obraz i podobieństwo Boga człowiek otrzymał zadanie rządzenia i przekształcania świata w sprawiedliwości i świętości ( por. Gaudium et spes, 34), co dokonuje się przede wszystkim przez pracę. Sobór uczy, że „przez swoją pracę człowiek zwyczajnie utrzymuje własne życie i swoich najbliższych. Łączy się ze swoimi braćmi i służy im, może praktykować szczerą miłość i współdziałać w doskonaleniu rzeczy stworzonych przez Boga (…). Przez pracę składaną Bogu w ofierze człowiek łączy się z dziełem zbawczym Jezusa Chrystusa, który pracując własnymi rękami w Nazarecie, nadał pracy znamienitą godność. Stąd rodzi się dla każdego z nas obowiązek wykonywania pracy rzetelnie oraz prawo każdego do pracy; do społeczeństwa natomiast należy, w miarę zachodzących okoliczności, pomagać ze swej strony obywatelom w znalezieniu sposobności do odpowiedniej pracy. Wreszcie należy tak wynagradzać pracę, aby dawała człowiekowi środki na zapewnienie sobie i rodzinie godnego stanu materialnego, społecznego, kulturalnego i duchowego” (Gaudium et spes, 67).</p>
<p>Praca jest ważną częścią spełnienia się człowieka w życiu doczesnym. Dlatego tak dramatyczna staje się sprawa jej braku w czasie, kiedy bezrobocie dotyka wielu członków naszych rodzin, nierzadko nawet do tego stopnia, że rodziny te nie są w stanie utrzymać się o własnych siłach na godziwym poziomie życia. W tej trudnej sytuacji Kościół, ukazując postać św. Józefa, patrona pracujących, przypomina, że każdy człowiek ma prawo do pracy, która zapewniałaby mu właściwe warunki bytu. Praca w dzisiejszym świecie nie może stać się towarem, tak jak inne dobra materialne. Jej zadania i wartość są o wiele większe – to dzięki niej człowiek może doskonalić się, dążyć do świętości, a jednocześnie żyć w sposób, który dałby mu możliwość założenia i utrzymania rodziny.<br />
Bezrobocie nie jest więc tylko jednym z wielu problemów gnębiących dzisiejszych Polaków – jest ono w pierwszym rzędzie wyzwaniem dla rządzących. Ci, którym zaufało społeczeństwo, powierzając im ster rządów, odpowiedzialni są także za to, by potrzebującym zapewnić odpowiednie warunki życia, co nieodłącznie wiąże się z pracą. Stąd troska o nowe miejsca pracy, o rozwój gospodarczy kraju jest zadaniem, z którego władza państwowa powinna być dokładnie rozliczana. Wiąże się z tym również sprawa warunków pracy tych, którzy mają zatrudnienie – ich godnego traktowania i słusznego wynagrodzenia.</p>
<p>Nie można obecnie całej odpowiedzialności za bezrobotnych i troski o powstawanie nowych miejsc pracy zrzucać na rządzących. Każdy chrześcijanin, mający stosowne możliwości, ma również zadanie zatroszczenia się o pomoc dla cierpiących z powodu braku pracy – czy to, o ile jest to wykonalne, przez znalezienie im godnego zajęcia, czy też przez życzliwą pomoc i wsparcie.</p>
<p>Szczególne miejsce w dziele łagodzenia skutków bezrobocia i walki o prawa pracujących ma Kościół. Wyraża się to w udzielanej przez kościelne instytucje i organizacje bezpośredniej materialnej pomocy rodzinom dotkniętym brakiem środków do życia, jak również ciągłą troską o poszanowanie pracy ludzkiej. W dzisiejszym świecie, w którym pogoń za pieniędzmi nierzadko przesłania pracodawcom dobro człowieka, pasterze Kościoła niestrudzenie apelują o odpowiednie traktowanie zatrudnionych, sprawiedliwe ich wynagradzanie i prawne zapewnienie im takich warunków pracy, aby nie musieli żyć w niepokoju o przyszłość swoją i swoich rodzin.</p>
<p>Dzień św. Józefa Rzemieślnika jest dla chrześcijan okazją, by zastanowić się nad tym, jaką wartość ma dla nich praca. Tym, którzy ją mają, przykład św. Józefa przypomina, jak istotne jest jej poważne traktowanie, poszanowanie, wyrażające się w uczciwości, solidnym i rzetelnym wykonywaniu powierzonych sobie zadań, by otrzymywane wynagrodzenie odpowiadało włożonemu w nie trudowi i zaangażowaniu. Pracodawcom św. Józef wskazuje, że nie są oni nigdy wolni od obowiązku liczenia się przede wszystkim z dobrem człowieka, nie mogą lekceważyć obowiązku sprawiedliwego ich wynagradzania, pamiętając, że od pracy zależy nierzadko byt całych rodzin. Z kolei dla przeżywających cierpienie bezrobocia Opiekun Pana Jezusa powinien stać się wzorem bezgranicznego zawierzenia Panu Bogu nawet w najtrudniejszych chwilach życia. Tylko silna wiara może dać człowiekowi pewność, że Pan Bóg zawsze troszczy się o los swoich dzieci, chociaż niekiedy doświadcza je i wypróbowuje. Kościół uczy bowiem, że nie możemy wszystkich naszych planów, nadziei, marzeń ograniczyć jedynie do życia doczesnego. Wobec tego powinniśmy być świadomi, że każde nasze działanie, każdy czyn – ciężka, uczciwa praca, zarządzanie przedsiębiorstwem, przeżywanie trudności i cierpień bez zwątpienia w Bożą opiekę – ma prowadzić nas do zjednoczenia z Chrystusem w ojczyźnie niebieskiej.</p>
</div>
]]></content:encoded>
					
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1413</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
